czwartek, 25 kwietnia 2013
OOF
Bilety kupione, "zaczekinowany" na lot, walizy spakowane, baterie w aparacie naładowane, telefon służbowy wyłączony. Naenergetyzowany lekturą bloga W Azji - panie i panowie, udaję się na zasłużony wypoczynek na bardzo Dalekim Wschodzie. Podoba mi się, że do większości krajów Azji Wschodniej Polacy nie muszą mieć żadnych dodatkowych wiz / papierów, umożliwiających wjazd (dla porównania - Filipińczyk podróżujący do swojego własnego kraju musi w ambasadzie wystąpić o pozwolenie na powrót!). Jestem niesamowicie ciekawy wygląda świat w strefie czasowej GMT+8.
piątek, 19 kwietnia 2013
Fotoporządki II
C.d. porządkowania telefonu:
Uprawy na pustyni ... tylko czego? Widok z samolotu, około 500km na północny zachód od Rijadu (wracałem akurat z Arar). Widok iście kosmiczny - uprawy te są doskonale widoczne na zdjęciach satelitarnych Google Maps.
To nie tak, że się nabijam albo wyśmiewam - oni sami nie pozostawiają dużo miejsca na interpretację. I nikt mu nic nie może zrobić, bo facet jest pewnie w prostej linii spokrewniony z kimś, kogo brat/wujek/ojciec jest wyższej rangi urzędnikiem państwowym. Co ciekawe, policja często czepia się ciemnych szyb i nie raz widziałem jak trochę ciemniejszy obywatel Azji Wschodniej zrywał folię na poboczu... Ale trzeba przyznać, patriota. Rijad, 2012.
Do czego służą wycieraczki i spryskiwacz w kraju, w którym (praktycznie) nie pada - widać na tym zdjęciu. Posiadacze okularów powinni doskonale wiedzieć o czym mówię. Takie warunki pogodowe gwarantowane od maja do sierpnia na zachodnim, jak i wschodnim wybrzeżu Półwyspu Arabskiego. Zdjęcie zrobione na przejściu granicznym z Bahrajnem w czerwcu 2012.
Nieśmiałe przebłyski sztuki kultywowanej w "innej" Dżuddzie (Jeddah - nie lubię tego rodzimego tłumaczenia, ale cóż, poprawnym trzeba być...). Ciężko ocenić czy to jeszcze ekstrawagancja czy już kicz - w Arabii Saudyjskiej sztuka ma ciężko ze względu na ograniczenia religijne, jednak w Dżuddzie tu i tam pojawiają się przebłyski jakiejś myśli artystycznej. Szkoda tylko, że wszystkie te obiekty użyteczności publicznej niszczeją w słońcu bez jakiejkolwiek nadziei na utrzymanie.
I zagadką pozostanie cel publicznej ekspozycji roweru, bo z oczywistych względów nie jest to jakiś mega popularny środek transportu w tym kraju - chyba, że komuś życie nie miłe...
Tu jeszcze dowód na to, że Dżudda jest inna. Jak dotychczas to najbardziej obsceniczny obrazek, jaki kiedykolwiek zaobserwowałem publicznie w Arabii Saudyjskiej ;)
Fotoporządki I
Korzystając z chwili wolnego czasu w deszczowy (!) weekend, postanowiłem zwolnić trochę miejsca w nękającym mnie ostrzeżeniami o braku wolnej przestrzeni telefonie. I przeglądając ponad trzy tysiące zdjęć, które "strzeliłem" przez ostatni rok, narodził się pomysł, żeby kilka z nich ubrać w komentarz i opublikować tutaj.
Oceńcie sami:
Riyadh Financial City - budowany z niesamowitym rozmachem kompleks wieżowców w północnej części miasta - jednoczesna konstrukcja około 60 wieżowców (tyle sam naliczyłem - może znajdziecie bardziej szczegółowe info). Zdjęcie zrobione w maju ubiegłego roku.
Oceńcie sami:
Riyadh Financial City - budowany z niesamowitym rozmachem kompleks wieżowców w północnej części miasta - jednoczesna konstrukcja około 60 wieżowców (tyle sam naliczyłem - może znajdziecie bardziej szczegółowe info). Zdjęcie zrobione w maju ubiegłego roku.
Failsailiah Tower - centrum handlowe, biurowiec, hotel - niewątpliwie jeden z najbardziej charakterystycznych wyczynów architektonicznych Rijadu.
Zdjęcie ustrzelone na tyłach jednego ze szpitali w południowej części Rijadu. Takie samochody na ulicach to norma... ale w tym kraju do wszystkiego podchodzi się z taką lekkością i brakiem myślenia o konsekwencjach (jakby ten przewożony materiał faktycznie był radioaktywny, to po ulicach tego kraju powinni transportować to czołgiem). Ale w końcu to nie pluton...
Tablica informacyjna nad Khurais Road, w centralnej części Rijadu - zdecydowana większość tych tablic pokazuje bzdury - temperatury grubo ponad 60 stopni, daty z kosmosu (np. 2011 rok w 2013), godzinę spóźnioną o 15 minut - i nikt się tym bardzo nie przejmuje. Akurat tego dnia termometr w samochodzie wskazywał 49... (czerwiec, 2012).
O folii w samochodach pisałem już niejednokrotnie. Tutaj przykład auta wypożyczonego na lotnisku - całkiem czysto, ale ta tłusta folia na zagłówkach... brr... Ostatnio zauważyłem jednak nowy trend - coraz częściej folia z siedzeń przykrywana jest materiałem / ręcznikami / pokrowcem na siedzenia! Moda postępuje - teraz zamiast jednej warstwy ochronnej - dwie! Wszystko po to, żeby móc sprzedać styrany samochód po trzech latach z nowymi siedzeniami (o jakości sprzedaży dóbr ruchomych jeszcze napiszę, bo temat jest dość ciekawy).
niedziela, 14 kwietnia 2013
W pustyni bez puszczy!
No i stało się - Paweł przełamał mój chwilowy - po zaniku aktywności bloggerki Umm Latifa - monopol na blogi o Arabii Saudyjskiej. Polecam gorąco, bo autor chwyta codzienność z niesamowitym optymizmem, którego na próżno szukać w mojej radosnej twórczości ;-)
http://arabiasaudyjska-ksa.blogspot.com
http://arabiasaudyjska-ksa.blogspot.com
Pokaż mi...
...swoje buty, a powiem ci kim jesteś. Nienawidzę chodzić w brudnych butach. Nie wiem czy to kwestia wychowania, czy tak już mam, ale zawsze zwracam uwagę na buty osób, z którymi rozmawiam. W Rijadzie (ogólnie w Arabii Saudyjskiej) jest z tym dramat. Pogoda jaka jest, taka jest - więcej kurzu niż wilgoci, brak kultury czystości, ogólnopojęty śmietnik sprawiają, że gość w czystych butach dosłownie wyróżnia się z tłumu... A mnie szlag trafia.
Raz w Radissonie w Dżuddzie udało mi się nawet znaleźć maszynę do polerowania butów. Nie działała...
Raz w Radissonie w Dżuddzie udało mi się nawet znaleźć maszynę do polerowania butów. Nie działała...
piątek, 5 kwietnia 2013
Bez komentarza
Arabia Saudyjska, rok 2013: rząd planunje blokadę Skype'a, WhatsApp i Vibera, głównych narzędzi do komunikacji milionów mieszkających i pracujących tutaj "ekspatów" (i nie tylko). Warunek stawiany przez władzę to możliwość monitorowania komunikacji... Brak mi słów po prostu. W kraju, w którym 60% populacji ma mniej niż 30 lat i ciężko znaleźć osobę, która nie tłucze w klawiaturę wiadomości co najmniej 5x na godzinę albo nie wie co to Skype - to już może wywołać problem na szeroką skalę. Już teraz nie da się tutaj korzystać z Apple'owego Facetime'a (tzn. da się - wystarczy wyjechać zagranicę i podłączyć się raz do Internetu, żeby usługę aktywować), ale wyłączenie Skype'a czy WhatsApp to jakiś żart. W kolejce czeka chyba już tylko Facebook i będą drugie Chiny. Tak, proszę Państwa, dopada mnie powoli niesmak i marazm związany ze zbyt długim przebywaniem w tym klimacie... Czas chyba na zmiany.
piątek, 29 marca 2013
Na plaży fajnie jest!
Kosmopolityczna Jeddah - dziś M pokazał mi, że w tym zapomnianym przez cywilizację miejscu nad Morzem Czerwonym są jeszcze takie okolice, które można zaliczyć do ośrodków turystycznych. Zamknięte, prywatne, na poboczu - jednak doskonale widoczne z lotu ptaka, w których nie obowiązują zakazy, nakazy ani religijne restrykcje... do których z reguły nie wolno wejść Saudyjczykom (bo po co?).
Otoczone ogromnymi murami z drutem kolczastym, do których drogi strzegą stalowe wrota i nieprzyjemnie wyglądający ochroniarze - tak wyglądają "resorty wypoczynkowe" w Dżuddzie. Płatne lub z polecenia - tylko dla zagranicznych mieszkańców (expatów) i tylko z określonych krajów. Tak więc na tych "najmodniejszych" plażach, o których mówi się, że są "europejskie", najwięcej będzie spragnionych słońca (i niemogących się zdecydować czy komunikację werbalną uprawiać w języku francuskim, arabskim czy angielskim)... Libańczyków. Oczywiście spotkamy też inne narodowości, ale najwięcej jest niestety tych najgłośniejszych.
Bo tu wszystko jest głośne. Wszystko na pokaz i nikogo nie interesuje drugi człowiek. Parkuję na środku, śmiecę pod siebię i krzyczę, jakby dookoła mnie nie było nikogo innego. Jak w przysłowiowej oborze. Taki sposób życia. Ale tu zbiera mi się na zupełnie inną myśl, do której jeszcze muszę chwilę dojrzeć zanim coś wyprodukuję...
Na plaży jest całkiem przyjemnie, pod warunkiem że patrzymy w stronę morza. Nawet nie ma tyle śmieci... Droga od bramy do plaży to już zupełnie inny obrazek - zardzewiałe budynki, brudne, ogromne zbiorniki na wodę, wszystko to, co tam gdzie się wychowałem określamy mianem "syfu". Trzeba przez to przejść zanim znajdziemy leżak i zaczniemy rozkoszować się pięknem przyrody w cieniu palm.
Bez kremu 50+ nie polecam nikomu siedzenia tam dłużej niż 5 minut.
Najgorsze jest tylko to, że nikomu nie przeszkadza gość, który korzystając z wolności i swobód obywatelskich jakie daje Arabia Saudyjska, pali papierosa za papierosem. Zupełnie nie zważając na to, że obok niego na kocu bawią się dzieciaki... Jaki kraj, tacy turyści.
BTW. Na plaży dziś była tylko jedna Abaja! Model plażowy, z odsłoniętą twarzą - przypomina skrzyżowanie stroju nurka z jakąś staromodną suknią model "idź-mi-stąd" .
Otoczone ogromnymi murami z drutem kolczastym, do których drogi strzegą stalowe wrota i nieprzyjemnie wyglądający ochroniarze - tak wyglądają "resorty wypoczynkowe" w Dżuddzie. Płatne lub z polecenia - tylko dla zagranicznych mieszkańców (expatów) i tylko z określonych krajów. Tak więc na tych "najmodniejszych" plażach, o których mówi się, że są "europejskie", najwięcej będzie spragnionych słońca (i niemogących się zdecydować czy komunikację werbalną uprawiać w języku francuskim, arabskim czy angielskim)... Libańczyków. Oczywiście spotkamy też inne narodowości, ale najwięcej jest niestety tych najgłośniejszych.
Bo tu wszystko jest głośne. Wszystko na pokaz i nikogo nie interesuje drugi człowiek. Parkuję na środku, śmiecę pod siebię i krzyczę, jakby dookoła mnie nie było nikogo innego. Jak w przysłowiowej oborze. Taki sposób życia. Ale tu zbiera mi się na zupełnie inną myśl, do której jeszcze muszę chwilę dojrzeć zanim coś wyprodukuję...
Na plaży jest całkiem przyjemnie, pod warunkiem że patrzymy w stronę morza. Nawet nie ma tyle śmieci... Droga od bramy do plaży to już zupełnie inny obrazek - zardzewiałe budynki, brudne, ogromne zbiorniki na wodę, wszystko to, co tam gdzie się wychowałem określamy mianem "syfu". Trzeba przez to przejść zanim znajdziemy leżak i zaczniemy rozkoszować się pięknem przyrody w cieniu palm.
Bez kremu 50+ nie polecam nikomu siedzenia tam dłużej niż 5 minut.
Najgorsze jest tylko to, że nikomu nie przeszkadza gość, który korzystając z wolności i swobód obywatelskich jakie daje Arabia Saudyjska, pali papierosa za papierosem. Zupełnie nie zważając na to, że obok niego na kocu bawią się dzieciaki... Jaki kraj, tacy turyści.
BTW. Na plaży dziś była tylko jedna Abaja! Model plażowy, z odsłoniętą twarzą - przypomina skrzyżowanie stroju nurka z jakąś staromodną suknią model "idź-mi-stąd" .
No to w drogę...
Trzysta kilometrów prostej jak struna autostrady bez jakiejkolwiek infrastruktury. Tak opisać można trasę numer pięć, łączącą położoną na zachodnim wybrzeżu Dżuddę z industrialnym miastem Yanbu, zlokalizowanym w północno zachodniej części Półwyspu Arabskiego. Na próżno szukać tutaj nawet kibla przy drodze. Jeśli chcesz się zatrzymać - zjedź z drogi i stań sobie na pustyni... Sikaj i jedź dalej.
Można zjechać do położonego kilka km od autostrady miasta (Rabigh) i tam spróbować zatankować. Ostatnim razem jak wracałem do Jeddy zmuszony byłem tam zawitać - pod opuszczonym dystrybutorem usłyszałem głośne "Allaaahh...", przekląłem w myślach, trzasnąłem drzwiami i pojechałem dalej - czekać pół godziny bez gwarancji, że ktoś wróci po modlitwie czy jechać - zaryzykowałem - zostało już tylko 120 km. Pomimo tego, że komputer wskazywał ostatnią "ćwiartkę" w baku.
Monotonię podróży co jakiś czas przerywa jakiś nadjeżdżający pod prąd pickup albo pędząca za nami z 200 km/h Toyota Camry - ten samochód powinien być zaszyty w godle narodowym Arabii Saudyjskiej, koniecznie w kadrze takim, jaki widać go we wstecznym lusterku. Z włączonymi długimi... Bo taki obrazek towarzyszy każdej podróży.
Co ciekawe, Arabia Saudyjska zaostrzyła ostatnio przepisy związane z debilną jazdą samochodem. Nie jestem tylko pewien, czy dane, które widziałem pochodziły z wiarygodnego źródła, więc nie chcę ich publikować zanim nie zweryfikuję, ale... wyglądało to dość obiecująco: 3 dni więzienia i kilkadziesiąt batów za brawurową jazdę samochodem dla kierowcy jak i pasażera (!). Niestety w niczym to nie pomaga - ostatnie raporty mówią o 19 zabitych dziennie...
Można zjechać do położonego kilka km od autostrady miasta (Rabigh) i tam spróbować zatankować. Ostatnim razem jak wracałem do Jeddy zmuszony byłem tam zawitać - pod opuszczonym dystrybutorem usłyszałem głośne "Allaaahh...", przekląłem w myślach, trzasnąłem drzwiami i pojechałem dalej - czekać pół godziny bez gwarancji, że ktoś wróci po modlitwie czy jechać - zaryzykowałem - zostało już tylko 120 km. Pomimo tego, że komputer wskazywał ostatnią "ćwiartkę" w baku.
Monotonię podróży co jakiś czas przerywa jakiś nadjeżdżający pod prąd pickup albo pędząca za nami z 200 km/h Toyota Camry - ten samochód powinien być zaszyty w godle narodowym Arabii Saudyjskiej, koniecznie w kadrze takim, jaki widać go we wstecznym lusterku. Z włączonymi długimi... Bo taki obrazek towarzyszy każdej podróży.
Co ciekawe, Arabia Saudyjska zaostrzyła ostatnio przepisy związane z debilną jazdą samochodem. Nie jestem tylko pewien, czy dane, które widziałem pochodziły z wiarygodnego źródła, więc nie chcę ich publikować zanim nie zweryfikuję, ale... wyglądało to dość obiecująco: 3 dni więzienia i kilkadziesiąt batów za brawurową jazdę samochodem dla kierowcy jak i pasażera (!). Niestety w niczym to nie pomaga - ostatnie raporty mówią o 19 zabitych dziennie...
poniedziałek, 28 stycznia 2013
The Mamlaka
Udało mi się w końcu nadrobić zaległości i obejrzeć film Petera Berga: The Kingdom (trailer1, trailer2). Fikcyjna historia zbudowana na bazie autentycznych wydarzeń - zamachów z 2003 roku w Rijadzie, jednak mało według mnie oddający realia tego kraju. Być może dlatego, że w ciągu dziesięciu lat kraj ten przeszedł swoistą rewolucję (obyczajową, jak i "przepisową" *), jednak bardzo wiele rzeczy nie trzyma się tam przysłowiowej "kupy"...
Najbardziej rażą sceny podróży pięknymi, trzypasmowymi promenadami... Abu Dhabi. Znam Riyadh jak własną kieszeń, a i AD zwiedziłem już kilkakrotnie - a te dwa miejsca są tak skrajnie różne, że ciężko nie zauważyć, że coś tu nie pasuje. I ta zieleń, której w Rijadzie po prostu nie ma - a nawet jak jest, to nie jest zielona, tylko beżowa lub szara.
Bardzo malowniczo i ciekawie wyszły sceny, w których przepiękny Emirates Palace wpleciony jest w krajobraz Rijadu z charakterystycznym "Kingdom Center" w tle (symbol rozrywki, której nie ma, jak nazywają go przyjezdni - 99. piętrowy otwieracz do piwa).
Drugim potężnym niedociągnięciem, który nie dał mi spokoju było szczekanie psa, które zdradziło zamiary zbliżającej się do ataku drużyny szturmowej, która nota bene wyglądała jak amerykański SWAT... Kto był, ten wie, że tutaj psów po prostu nie ma. Tzn. może i są, ale głęboko pochowane w luksusowych komnatach lub przy przejściach granicznych. Szczekający pies na ulicy nie występuje.
I nie dało się czuć tego skwaru. A może akcja toczyła się zimą, nie wiem...
Ogólnie film zobaczyć warto, chociaż przerysowany, daje pewne wyobrażenie o tym, jak ten świat mógł wyglądać dziesięć lat temu. "Compoundy", czyli zamknięte osiedla, w których przeważnie mieszkają sami imigranci się praktycznie nie zmieniły - do większości wiedzie droga przez zasieki z drutem kolczastym i betonowymi zagrodami. Tylko nikt już nie celuje do nas z armaty, a i żeby się tam dostać, wystarczy się ładnie uśmiechnąć na bramie... (Słów kilka o ochronie)
*) Wspomniane przeze mnie przemiany to chociażby fakt, że mężczyźni nie mają już monopolu na zarabianie pieniędzy, a do podróży pomiędzy Rijadem i Dżuddą nie potrzeba już urzędowego pozwolenia jak za czasów stanu wojennego w Polsce.
Najbardziej rażą sceny podróży pięknymi, trzypasmowymi promenadami... Abu Dhabi. Znam Riyadh jak własną kieszeń, a i AD zwiedziłem już kilkakrotnie - a te dwa miejsca są tak skrajnie różne, że ciężko nie zauważyć, że coś tu nie pasuje. I ta zieleń, której w Rijadzie po prostu nie ma - a nawet jak jest, to nie jest zielona, tylko beżowa lub szara.
Bardzo malowniczo i ciekawie wyszły sceny, w których przepiękny Emirates Palace wpleciony jest w krajobraz Rijadu z charakterystycznym "Kingdom Center" w tle (symbol rozrywki, której nie ma, jak nazywają go przyjezdni - 99. piętrowy otwieracz do piwa).
Drugim potężnym niedociągnięciem, który nie dał mi spokoju było szczekanie psa, które zdradziło zamiary zbliżającej się do ataku drużyny szturmowej, która nota bene wyglądała jak amerykański SWAT... Kto był, ten wie, że tutaj psów po prostu nie ma. Tzn. może i są, ale głęboko pochowane w luksusowych komnatach lub przy przejściach granicznych. Szczekający pies na ulicy nie występuje.
I nie dało się czuć tego skwaru. A może akcja toczyła się zimą, nie wiem...
Ogólnie film zobaczyć warto, chociaż przerysowany, daje pewne wyobrażenie o tym, jak ten świat mógł wyglądać dziesięć lat temu. "Compoundy", czyli zamknięte osiedla, w których przeważnie mieszkają sami imigranci się praktycznie nie zmieniły - do większości wiedzie droga przez zasieki z drutem kolczastym i betonowymi zagrodami. Tylko nikt już nie celuje do nas z armaty, a i żeby się tam dostać, wystarczy się ładnie uśmiechnąć na bramie... (Słów kilka o ochronie)
*) Wspomniane przeze mnie przemiany to chociażby fakt, że mężczyźni nie mają już monopolu na zarabianie pieniędzy, a do podróży pomiędzy Rijadem i Dżuddą nie potrzeba już urzędowego pozwolenia jak za czasów stanu wojennego w Polsce.
sobota, 19 stycznia 2013
Będą korki w Rijadzie
Jeśli mieszkacie w Rijadzie, to współczuję Wam kolejnych dwóch dni. Wydział Ruchu Drogowego (taki odpowiednik warszawskiego Inżyniera Ruchu), ogłosił dziś, że jutro i pojutrze zamknięte zostaną główne arterie komunikacyjne miasta (King Fahd, Khurais & Makah Road). Kierowców uprasza się o znalezienie objazdów na własną rękę...
Oś miasta będzie nieprzejezdna w godzinach od 9 rano do 9 wieczorem w związku z odbywającym się właśnie trzecim "Arab Economic Social Development summit". Jeśli ktoś szuka informacji na stronach Riyadh Traffic Dept, to może się zawieźć. Dajcie znać w komentarzach czy wiedzieliście o tym wcześniej. Mój pracodawca rozesłał komunikację dziś rano i wyraził zrozumienie, że jeśli ktoś nie dotrze do pracy, to nie będzie dużego problemu...
Oś miasta będzie nieprzejezdna w godzinach od 9 rano do 9 wieczorem w związku z odbywającym się właśnie trzecim "Arab Economic Social Development summit". Jeśli ktoś szuka informacji na stronach Riyadh Traffic Dept, to może się zawieźć. Dajcie znać w komentarzach czy wiedzieliście o tym wcześniej. Mój pracodawca rozesłał komunikację dziś rano i wyraził zrozumienie, że jeśli ktoś nie dotrze do pracy, to nie będzie dużego problemu...
UAE mistrzami GCC CUP
Zjednoczone Emiraty Arabskie pokonały wczoraj reprezentację Iraku w zakończonych właśnie mistrostwach piłki nożnej GCC CUP w Bahrajnie. Na finałowy mecz przyjechały setki obywateli Emiratów. Znakomita większość publiki przywędrowała samochodami - jeszcze nie widziałem takich ilości samochodów z rejestracjami U.A.E. na granicy Bahrajnu z Arabią Saudyjską (a do pokonania mieli odcinek blisko 1000 km z Dubaju, przez północną część tzw. Empty Quarter, najmniej zaludnioną i "najpustszejszą" część pustyni na terytoriach Arabii Saudyjskiej).
W odpowiedzi na sukces drużyny UAE, Szejk Khalifa ogłosił dodatkowo w ubiegłym tygodniu, że obywatele gotowi wspierać drużynę narodową, dostaną przelot gratis. Sześć wyczarterowanych samolotów linii Etihad i Emirates niestety nie wystarczyło, żeby pokryć zapotrzebowanie. Później liczbę tę zwiększono do dwunastu...
Szybki update: trochę więcej o mistrzostwach u Miczkusa.
W odpowiedzi na sukces drużyny UAE, Szejk Khalifa ogłosił dodatkowo w ubiegłym tygodniu, że obywatele gotowi wspierać drużynę narodową, dostaną przelot gratis. Sześć wyczarterowanych samolotów linii Etihad i Emirates niestety nie wystarczyło, żeby pokryć zapotrzebowanie. Później liczbę tę zwiększono do dwunastu...
Szybki update: trochę więcej o mistrzostwach u Miczkusa.
wtorek, 25 grudnia 2012
Sokół podręczny
I znów będzie o samolotach. W ubiegłym tygodniu zasiadłem wygodnie w fotelu Airbusa A320 kursującego pomiędzy Dammam i Jeddah, zamknąłem oczy i zdrzemnąłem się w oczekiwaniu na start. Kilka minut później w korytarzu zrobiło się dość ciasno i gwarno - pomyślałem, że znów ktoś zasłabł (niewiarygodne ile ludzi w samolocie okazuje się nagle doktorem / przeszkolonym ratownikiem etc - byłem świadkiem takiej sytuacji). Gdy stewardessa poprosiła o zapięcie pasów i samolot ruszył z miejsca, na miejscu obok ujrzałem coś... innego. Pełnowymiarowy jastrząb (sokół? A może orzeł - zaraz jakiś ornitolog mnie poprawi). W klasie "economy". Dwóch podróżników wyposażonych w skórzane rękawice, smycze, z pełnowymiarowymi ptakami na pokładzie. Niby nigdy nic, gdyby nie fakt, że takie ptaki nie lubią latać. Tzn. pewnie lubią, w końcu to ptaki - ale nie w klasie economy! Do samolotu z nimi to raczej słaby pomysł...
W trakcie trwania lotu ten siedzący bliżej mnie cały rozpościerał swoje skrzydła próbując złapać równowagę. Robił niesamowite wrażenie.
Pokazałem to zdjęcie jednemu Saudyjczykowi - okazuje się, że temat przewożenia ptaków samolotami jest dość drażliwy w Arabii i ogólnie toczy się tutaj całkiem zażarta dyskusja zwolenników z przeciwnikami tego rodzaju podróży. Sam nie wiem co myśleć - dla mnie to było całkiem egzotyczne doznanie, ale cały czas nie mogłem się pozbyć myśli, że ten dziób jest tak cholernie ostry, że nie chciałbym, żeby nagle sokół (a może jastrząb) zgubił swój czepek i w panice zaczął szukać drogi ucieczki z kabiny, dziobiąc po drodze wszystko (wszystkich), co popadnie.
W trakcie trwania lotu ten siedzący bliżej mnie cały rozpościerał swoje skrzydła próbując złapać równowagę. Robił niesamowite wrażenie.
Pokazałem to zdjęcie jednemu Saudyjczykowi - okazuje się, że temat przewożenia ptaków samolotami jest dość drażliwy w Arabii i ogólnie toczy się tutaj całkiem zażarta dyskusja zwolenników z przeciwnikami tego rodzaju podróży. Sam nie wiem co myśleć - dla mnie to było całkiem egzotyczne doznanie, ale cały czas nie mogłem się pozbyć myśli, że ten dziób jest tak cholernie ostry, że nie chciałbym, żeby nagle sokół (a może jastrząb) zgubił swój czepek i w panice zaczął szukać drogi ucieczki z kabiny, dziobiąc po drodze wszystko (wszystkich), co popadnie.
czwartek, 20 grudnia 2012
Uwaga, dziecko!
Zainspirowany wpisami M na Facebooku chciałem napisać kilka zdań o kwestii bezpieczeństwa dzieci w samochodzie. W kraju, w którym na drogach ginie dziennie tyle ludzi, co w Polsce w długi weekend Wszystkich Świętych, wiele z tych tragedii można by było pewnie uniknąć...
Ale po kolei...
... dziecko na kolanach taty zapinającego 120km/h po autostradzie to swojego rodzaju element krajobrazu. Nie chcę tego nazywać głupotą - to wynika raczej z nieświadomości i tego wszechobecnego braku wyobraźni związanej z tym, co złego się może wydarzyć. Słyszałem tłumaczenie mówiące o tym, że przecież Allah czuwa. Przyznacie, że widok pięciolatka siedzącego na krawędzi okna w samochodzie, nawet wolno turlającym się w korku pomiędzy samochodami mrozi krew w żyłach? A co powiecie na podróż autostradą w bagażniku wielkiego SUVa? Tutaj nikomu nie przeszkadza. Fotelik dla dziecka to jakiś ograniczający swobodę urwisa, niepotrzebny kaganiec!

Fota pożyczona z http://imagesofsaudi.blogspot.com/
Na dokładkę wspomnę o jeszcze jednym zjawisku, którego powszechność w Arabii Saudyjskiej jest zatrważająca - dzieciaki za kółkiem: Toyota Camry z automatyczną skrzynią biegów i podniesionym do oporu siedzeniem to idealna zabawka dla 12-latka, któremu się nudzi. Źródłem dodatkowej rozrywki jest przejeżdżanie na "centymetry" od wyprzedzanych taksówkarzy, okazując im przy okazji kompletny brak szacunku lub nawet machając rękami i grożąc, żeby zjechał z drogi... Tu mała dygresja, bo taksówkarze w tym kraju - z reguły niebędący Saudyjczykami, traktowani są przez społeczeństwo jako gorsza kategoria ludzi. Nie trzeba się długo zastanawiać żeby wiedzieć skąd 12 latek czerpie przykład do tego rodzaju zachowań i czyni je rozrywką na nudne, piątkowe popołudnie?
Ps. Jeśli tematyka przedziwnych upodobań samochodowych młodych Saudyjczyków jest Wam obca i koniecznie chcecie pogłębić swoją wiedzę w tym zakresie, odsyłam Was pod ten adres. Sam nie będę tracił czasu (ani nerwów) na opisywanie tego zjawiska, bo z braku szacunku mógłbym jeszcze kogoś obrazić...
Ale po kolei...
... dziecko na kolanach taty zapinającego 120km/h po autostradzie to swojego rodzaju element krajobrazu. Nie chcę tego nazywać głupotą - to wynika raczej z nieświadomości i tego wszechobecnego braku wyobraźni związanej z tym, co złego się może wydarzyć. Słyszałem tłumaczenie mówiące o tym, że przecież Allah czuwa. Przyznacie, że widok pięciolatka siedzącego na krawędzi okna w samochodzie, nawet wolno turlającym się w korku pomiędzy samochodami mrozi krew w żyłach? A co powiecie na podróż autostradą w bagażniku wielkiego SUVa? Tutaj nikomu nie przeszkadza. Fotelik dla dziecka to jakiś ograniczający swobodę urwisa, niepotrzebny kaganiec!
Fota pożyczona z http://imagesofsaudi.blogspot.com/
Na dokładkę wspomnę o jeszcze jednym zjawisku, którego powszechność w Arabii Saudyjskiej jest zatrważająca - dzieciaki za kółkiem: Toyota Camry z automatyczną skrzynią biegów i podniesionym do oporu siedzeniem to idealna zabawka dla 12-latka, któremu się nudzi. Źródłem dodatkowej rozrywki jest przejeżdżanie na "centymetry" od wyprzedzanych taksówkarzy, okazując im przy okazji kompletny brak szacunku lub nawet machając rękami i grożąc, żeby zjechał z drogi... Tu mała dygresja, bo taksówkarze w tym kraju - z reguły niebędący Saudyjczykami, traktowani są przez społeczeństwo jako gorsza kategoria ludzi. Nie trzeba się długo zastanawiać żeby wiedzieć skąd 12 latek czerpie przykład do tego rodzaju zachowań i czyni je rozrywką na nudne, piątkowe popołudnie?
Ps. Jeśli tematyka przedziwnych upodobań samochodowych młodych Saudyjczyków jest Wam obca i koniecznie chcecie pogłębić swoją wiedzę w tym zakresie, odsyłam Was pod ten adres. Sam nie będę tracił czasu (ani nerwów) na opisywanie tego zjawiska, bo z braku szacunku mógłbym jeszcze kogoś obrazić...
piątek, 14 grudnia 2012
Kultura śmieci
Garbage was plastered against the curbs of virtually every pothole-strewn street, and if the city owned a street sweeper, there was no evidence of it. The relative high altitude and lack of rain helped cover everything with a film of dirt. Beyond that, the city's inhabitants seemed to embrace throwing their garbage whenever they liked, almost as if it were a national pastime.
To kilka linijek z książki Vince-a Flynn-a, którą ostatnio pochłaniam w podróżach. Uderzające jest to, że język opisu miejsca, w którym toczy się akcja, słowo w słowo przypomina przemyślenia, którymi dzielę się ze wszystkimi, którzy pytają mnie jak wygląda Arabia Saudyjska. Krawężniki wypełnione "syfem", ludzie bez żenady rozsypujący śmieci dookoła miejsca, w którym stoją i ten kurz, który przykrywa wszystko i włazi w najmniejsze zakamarki każdej konstrukcji... Widać, że pewne elementy krajobrazu nie różnią się tam niczym. A jednak Arabia Saudyjska to kraj nieograniczonych możliwości, nieograniczonego potencjału - wystarczy tylko chcieć, bo odniesienia nie brakuje - wystarczy pojechać do Bahrajnu, Abu Dhabi czy Dubaju by podziwiać równo przystrzyżone krawężniki, czyste, białe domy, codziennie myte auta i piękne, niezakurzone witryny sklepowe...
Akcja wspomnianej książki rozgrywa się w Afganistanie, a opisywany wycinek dotyczył jednej z bogatszych dzielnic Kabulu...
Zobacz również: Śmietnik.
To kilka linijek z książki Vince-a Flynn-a, którą ostatnio pochłaniam w podróżach. Uderzające jest to, że język opisu miejsca, w którym toczy się akcja, słowo w słowo przypomina przemyślenia, którymi dzielę się ze wszystkimi, którzy pytają mnie jak wygląda Arabia Saudyjska. Krawężniki wypełnione "syfem", ludzie bez żenady rozsypujący śmieci dookoła miejsca, w którym stoją i ten kurz, który przykrywa wszystko i włazi w najmniejsze zakamarki każdej konstrukcji... Widać, że pewne elementy krajobrazu nie różnią się tam niczym. A jednak Arabia Saudyjska to kraj nieograniczonych możliwości, nieograniczonego potencjału - wystarczy tylko chcieć, bo odniesienia nie brakuje - wystarczy pojechać do Bahrajnu, Abu Dhabi czy Dubaju by podziwiać równo przystrzyżone krawężniki, czyste, białe domy, codziennie myte auta i piękne, niezakurzone witryny sklepowe...
Akcja wspomnianej książki rozgrywa się w Afganistanie, a opisywany wycinek dotyczył jednej z bogatszych dzielnic Kabulu...
Zobacz również: Śmietnik.
Made in Poland
UWAGA: Treść może zawierać lokowanie produktów firm trzecich ;)
Wprawdzie Polska nie jest jakoś bardzo popularna w Arabii Saudyjskiej, jednak coraz więcej razy zdarza mi się słyszeć, że ten czy tamten zna Polaków i chwali ich za pracowitość. Ale o Polonii raczej mówić jeszcze nie można.
Polskim towarem eksportowym znanym w całej Arabii Saudyjskiej są krówki... Możecie wierzyć lub nie, ale przysmak ten zna chyba każdy mieszkaniec tego kraju. I chwali sobie ich "pychotność" . Krówki są w smaku dość podobne do bijących tu rekordy popularności daktyli (osobiście nie przepadam ani za jednym, ani za drugim bo dla mnie to po prostu za słodkie).
Polacy mało wiedzą o Arabii Saudyjskiej, tak więc trudno się dziwić, że i w drugą stronę jest podobnie. Wyraz "Poland" jest na tyle podobny do "Holland", że dyskusja zaczynająca się od "skąd jesteś" zwykle kończy się zwykle tak samo - długim tłumaczeniem, że "Poland", to nie "Holand", że Polska jest w innej części Europy, a na końcu dowiadujemy się, że poprawna wymowa nazwy naszego kraju to coś przypominającego jakby wymawiane przez nos hasło "Bolanda".
Ostatnio Polska stała się bardzo popularna na mapie podróży studenckich finansowanych przez ministerstwo edukacji. Sporo studentów z Arabii Saudyjskiej przyjął Olsztyn - jaki był tego skutek, zobaczcie sami. Dość powiedzieć, że wzajemne uprzedzenia i mity raczej nie pozwalają Saudyjczykom zadomowić się na Warmii.
Nawet się nie spodziewałem natomiast zobaczyć w Arabii tak wielu wyrobów z Polski. Od słodyczy, przez artykuły elektroniczne po akcesoria samochodowe... I tak jakoś się człowiek lepiej czuje jak widzi produkt z napisem "made in Poland".
Wprawdzie Polska nie jest jakoś bardzo popularna w Arabii Saudyjskiej, jednak coraz więcej razy zdarza mi się słyszeć, że ten czy tamten zna Polaków i chwali ich za pracowitość. Ale o Polonii raczej mówić jeszcze nie można.
Polskim towarem eksportowym znanym w całej Arabii Saudyjskiej są krówki... Możecie wierzyć lub nie, ale przysmak ten zna chyba każdy mieszkaniec tego kraju. I chwali sobie ich "pychotność" . Krówki są w smaku dość podobne do bijących tu rekordy popularności daktyli (osobiście nie przepadam ani za jednym, ani za drugim bo dla mnie to po prostu za słodkie).
Polacy mało wiedzą o Arabii Saudyjskiej, tak więc trudno się dziwić, że i w drugą stronę jest podobnie. Wyraz "Poland" jest na tyle podobny do "Holland", że dyskusja zaczynająca się od "skąd jesteś" zwykle kończy się zwykle tak samo - długim tłumaczeniem, że "Poland", to nie "Holand", że Polska jest w innej części Europy, a na końcu dowiadujemy się, że poprawna wymowa nazwy naszego kraju to coś przypominającego jakby wymawiane przez nos hasło "Bolanda".
Ostatnio Polska stała się bardzo popularna na mapie podróży studenckich finansowanych przez ministerstwo edukacji. Sporo studentów z Arabii Saudyjskiej przyjął Olsztyn - jaki był tego skutek, zobaczcie sami. Dość powiedzieć, że wzajemne uprzedzenia i mity raczej nie pozwalają Saudyjczykom zadomowić się na Warmii.
Nawet się nie spodziewałem natomiast zobaczyć w Arabii tak wielu wyrobów z Polski. Od słodyczy, przez artykuły elektroniczne po akcesoria samochodowe... I tak jakoś się człowiek lepiej czuje jak widzi produkt z napisem "made in Poland".
czwartek, 6 grudnia 2012
Jeden z najdziwniejszych krajów świata...
Mój reportaż o życiu w Arabii Saudyjskiej trafił do konkursu de best of onet 2012 :) Bardzo mi miło! (link)
poniedziałek, 3 grudnia 2012
Kilka ciekawostek na szybko
- do Arabii nie wolno sprowadzać
latających zabawek (z kamerą lub bez)
- prawo nie zabrania kobietom jeździć samochodami (nie pozwala po prostu zrobić prawa jazdy)
- w Arabii Saudyjskiej w wypadkach samochodowych ginie średnio dziennie 17 osób (numer jeden na świecie)
- po dziś dzień w Arabii Saudyjskiej dokonuje się publicznych egzekucji
- w KSA żyje około 28 milionów ludzi, z czego tylko 19 milionów to Saudyjczycy
- GPD per capita wynosi około $ 24500 (dla porównania Polska - $ 20600)
- Arabia Saudyjska jest jedynym znanym mi krajem, który wymaga posiadania wizy wyjazdowej (pisałem już o tym wcześniej)
- Ceny najtańszych "kampaundów" (czyli strzeżonych osiedli mieszkalnych dla ekspatriatów, gdzie zwykle nie obowiązują saudyjskie reguły) zaczynają się od $ 25000 rocznie, a mimo wszystko na miejsce na porządnym osiedlu trzeba czekać miesiącami...
- prawo nie zabrania kobietom jeździć samochodami (nie pozwala po prostu zrobić prawa jazdy)
- w Arabii Saudyjskiej w wypadkach samochodowych ginie średnio dziennie 17 osób (numer jeden na świecie)
- po dziś dzień w Arabii Saudyjskiej dokonuje się publicznych egzekucji
- w KSA żyje około 28 milionów ludzi, z czego tylko 19 milionów to Saudyjczycy
- GPD per capita wynosi około $ 24500 (dla porównania Polska - $ 20600)
- Arabia Saudyjska jest jedynym znanym mi krajem, który wymaga posiadania wizy wyjazdowej (pisałem już o tym wcześniej)
- Ceny najtańszych "kampaundów" (czyli strzeżonych osiedli mieszkalnych dla ekspatriatów, gdzie zwykle nie obowiązują saudyjskie reguły) zaczynają się od $ 25000 rocznie, a mimo wszystko na miejsce na porządnym osiedlu trzeba czekać miesiącami...
poniedziałek, 26 listopada 2012
Emirates Palace
Kilka fotek z Emirates Palace, Abu Dhabi:
Piękny przykład jak mając nieograniczone środki finansowe, można zrobić coś dla kultury i narodu. Zamek królewski dostępny jest dla zwiedzających. Trzy super-ekskluzywne hotele i piękny krajobraz na zewnątrz przyciągają ludzi z odległych części miasta/kraju/świata? Na próżno szukać takich obrazków w Arabii Saudyjskiej. Najbogatszy w tej czesci świata kraj nie ma soba nic do zaoferowania dla ducha (oczywiscie poza Mekką, do której niewierzacym nie wolno...) czy turystów.
Trochę szkoda, bo możliwości tutaj ogranicza chyba tylko wyobraźnia.
niedziela, 25 listopada 2012
Pork Section
Pisałem już kiedyś o tym, że w Bahrajnie nie ma problemu z kupnem tak dla nas normalnych rzeczy jak alkohol czy wieprzowina (i nic w tym dziwnego - w końcu mieszkająca tu mniejszość filipińska też musi coś jeść ;) ). Tak wygląda wejście do "sekcji wieprzowej" w pobliskim supermarkecie:
Poza wieprzowiną znajdziemy tutaj pełen wybór salami, boczków, parówek - wszystkiego, co w Koranie Haram. Smacznego!
Poza wieprzowiną znajdziemy tutaj pełen wybór salami, boczków, parówek - wszystkiego, co w Koranie Haram. Smacznego!
O, czytani...
Bardzo dużo podróżuję. Głównie samochodem, ale ostatnio zdarza mi się również sporo latać. Zwykle w podróży czytam książki, ale ze względu na ich liczbę (i masę), zaczęło się to powoli robić niepraktyczne. No i ciężko się czyta po ciemku, a tutaj zmrok przez cały rok zapada w okolicy godziny 18.
Żeby zabić bezczynność na tylnym fotelu taksówek, nabyłem sobie "Kindla" (usługa ShopAndShip - adres lokalny w USA, przesyłka do Bahrajnu w ciągu 4 dni roboczych - fantastyczna sprawa w kraju, w którym praktycznie nie ma ceł importowych na towary drobne). I tu się zdziwiłem. Od pierwszego dnia zainteresowała się mną obsługa Amazonu. Okazuje się, że ze względu na ograniczenia cenzuralne, treści oferowane w księgozbiorach Amazonu nie są dostępne na tym rynku...
Dotarło też do mnie, że jeszcze nie widziałem tu (na lotnisku czy w samolocie, na ulicy czy w centrum handlowym) nikogo ubranego w białą szatę, kto czytałby coś innego niż gazetę. Przyjezdni czytają książki w obliczu konieczności spalenia czasu (a czas tutaj jest bogactwem narodowym ;) ), natomiast rzesze tutejszych spalają czas grając na iphone'ach w Angry Birds). Nie wydaje mi się, czy ograniczenia Amazonu maja tu cos do rzeczy - czy ktokolwiek tęskni tu za lekturą zagranicznych e-boków - nie mniej daje to pewne wyobrażenie o kulturze panującej w tym kraju.
Wszak to właśnie książki kształtują wyobraźnię i mają ogromny wpływ na naszą osobowość i umiejętność samodzielnego myślenia. Narzekamy, że na dwóch statystycznych Polaków tylko jeden coś w ciągu roku czyta, a średnio czytamy 40 stron. Ciekaw jestem jak ta statystyka wygląda w Arabii Saudyjskiej - może macie jakieś informacje na ten temat?
Żeby zabić bezczynność na tylnym fotelu taksówek, nabyłem sobie "Kindla" (usługa ShopAndShip - adres lokalny w USA, przesyłka do Bahrajnu w ciągu 4 dni roboczych - fantastyczna sprawa w kraju, w którym praktycznie nie ma ceł importowych na towary drobne). I tu się zdziwiłem. Od pierwszego dnia zainteresowała się mną obsługa Amazonu. Okazuje się, że ze względu na ograniczenia cenzuralne, treści oferowane w księgozbiorach Amazonu nie są dostępne na tym rynku...
Dotarło też do mnie, że jeszcze nie widziałem tu (na lotnisku czy w samolocie, na ulicy czy w centrum handlowym) nikogo ubranego w białą szatę, kto czytałby coś innego niż gazetę. Przyjezdni czytają książki w obliczu konieczności spalenia czasu (a czas tutaj jest bogactwem narodowym ;) ), natomiast rzesze tutejszych spalają czas grając na iphone'ach w Angry Birds). Nie wydaje mi się, czy ograniczenia Amazonu maja tu cos do rzeczy - czy ktokolwiek tęskni tu za lekturą zagranicznych e-boków - nie mniej daje to pewne wyobrażenie o kulturze panującej w tym kraju.
Wszak to właśnie książki kształtują wyobraźnię i mają ogromny wpływ na naszą osobowość i umiejętność samodzielnego myślenia. Narzekamy, że na dwóch statystycznych Polaków tylko jeden coś w ciągu roku czyta, a średnio czytamy 40 stron. Ciekaw jestem jak ta statystyka wygląda w Arabii Saudyjskiej - może macie jakieś informacje na ten temat?
Subskrybuj:
Posty (Atom)









